Światowy dzień zapobiegania samobójstwom

Zapobieganie samobójstwom a zmuszanie do życia

Dziś jest Światowy Dzień Zapobiegania Samobójstwom. Jak co roku w okolicach 10 września pojawia się w mediach dużo treści dotyczących samobójstw. I jak co roku pojawiają się pod nimi komentarze o tym, że nie mamy prawa zmuszać nikogo do życia, a akcje prewencyjne nie biorą pod uwagę tego, że każdy może decydować o sobie. Wydaje mi się, że dzisiejszy dzień to dobry moment, by pogadać o różnicy między prewencją a łamaniem praw człowieka. Tym razem bardziej z mojej perspektywy, bez konkretnych źródeł naukowych.

Problem społeczny i ludzkie cierpienie

Problem społeczny ma w socjologii swoją definicję – w dużym skrócie jest to coś, co dla większości społeczeństwa jest złamaniem pewnych norm i utrudnia funkcjonowanie. Samobójstwo spełnia te kryteria. W rozmowie z Karolem Paciorkiem Halszka Witkowska dokonała szybkiego obliczenia, zgodnie z którym w wyniku samobójstwa w Polsce cierpi rocznie milion osób. Jest to oczywiście liczba mocno szacunkowa mająca na celu uświadomienie sobie skalę zjawiska. Milion osób każdego roku! W interesie społeczeństwa jest więc, żeby samobójstw było jak najmniej.

Samobójstwo wiąże się z cierpieniem jednostek. Na taki krok nie decydują się raczej osoby szczęśliwe. Przyczyn może być bardzo wiele. Często niektóre z tych przyczyn dałoby się wyeliminować w dość prosty sposób, co mogłoby zakończyć cierpienie bez zakańczania życia. Zaryzykuję uogólnienie, chociaż staram się go unikać – gdyby dowolna osoba popełniająca samobójstwo dostała jakiś magiczny wybór, czy woli umrzeć, czy żyć inaczej (bez przyczyn, które doprowadziły ją do śmierci), żadna nie wybrałaby pierwszej opcji. Nie da się rozwiązać problemów pstryknięciem palca, ale nierzadko życie bez cierpienia jest możliwe.

Warto też pamiętać, że u osób, które podejmują próby samobójcze, występuje zarówno afirmacja życia, jak i śmierci. Oznacza to mniej więcej, że czasem taka osoba gloryfikuje śmierć, ale z drugiej strony chwyta się wszystkiego jak kotwicy – bardzo chce otrzymać pomoc. Wiele samobójstw jest popełnianych w momencie afirmacji śmierci, często ostateczna decyzja jest podejmowana pod wpływem impulsu czy alkoholu.

Decydowanie o własnym (nie)życiu

Tutaj wkracza druga strona medalu – przecież każdy ma prawo do decydowania o sobie, może już nie chcieć próbować. Trzeba wziąć jednak pod uwagę to, jak przebiega zespół presuicydalny. Osoba w kryzysie suicydalnym zwykle nie jest w stanie podjąć racjonalnej decyzji; tak jakby miała na nosie okulary, które magicznie wymazują z jej pola widzenia dostępne rozwiązania. Czy oznacza to, że taka osoba nie ma prawa decydować o sobie?

No też nie. Człowiek ma prawo do samobójstwa. Tylko że to prawo zupełnie nie stoi w sprzeczności z tym, że zapobieganie samobójstwom jest ważne. Szczerze mówiąc, zupełnie nie rozumiem, dlaczego ludzie łączą ze sobą te dwie kwestie.

Moja ulubiona analogia

Często kiedy myślę o samobójstwie jako problemie społecznym, nasuwają mi się skojarzenia z tematem aborcji – być może dlatego, że wciąż siedzi we mnie to, co stało się w Polsce w zeszłym roku. Posłużę się więc pewnym porównaniem.

Każda osoba może zdecydować, czy chce być w ciąży, czy nie. Jednocześnie nikt nie wybrałby aborcji, gdyby był jakiś inny sposób – nikt nie marzy o aborcji, nie będąc w niechcianej ciąży. Zapobieganie aborcji nie jest niczym złym. Można jej zapobiegać na przykład poprzez edukację seksualną i zwiększanie dostępności metod antykoncepcji. Nie jest za to w porządku próba zmuszania ludzi do pozostawania w ciąży, np. poprzez zaostrzanie prawa aborcyjnego.

Podobnie jest z samobójstwem. Większość działań, które podejmujemy, aby zapobiegać samobójstwom, nie narusza praw człowieka. Są to na przykład:

  • edukowanie mediów na temat tego, jak mówić o samobójstwie (przeciwdziałanie efektowi Wertera);
  • obalanie mitów na temat samobójstwa (efekt: zwiększenie świadomości społecznej i uwrażliwienie na innych);
  • zwiększenie dostępu do darmowej opieki psychologicznej i psychiatrycznej;
  • edukowanie osób wykonujących zawody, w których mają często kontakt z osobami w kryzysie;
  • uruchamianie całodobowych, bezpłatnych telefonów i mejlowych skrzynek zaufania.

Wszystkie te działania mają na celu danie osobom w kryzysie możliwości, by z kryzysu wyjść, wybierając życie. Chodzi właśnie o wybór. Co byłoby zmuszaniem do życia? Na przykład karanie osób po próbie samobójczej i/lub rodzin osób zmarłych w ten sposób (np. odbieranie możliwości pobierania zasiłku pogrzebowego). Moim zdaniem zmuszaniem do życia jest również brak dostępu do eutanazji dla osób, u których przerwanie cierpienia jest po prostu niemożliwe ze względu na ciężkie, nieuleczalne choroby. W środowisku osób zajmujących się suicydologią mogłabym zostać za to spalona na stosie, ale podobne (chociaż może nie aż tak mocne) zdanie mam o wprowadzaniu rejestrów.

Konkluzja

Samobójstwom naprawdę warto zapobiegać. W dodatku jest to możliwe! Są na świecie kraje, w których dzięki działaniom prewencyjnym samobójstw jest mniej. Nie zabroniono tam samobójstwa – po prostu ludzie zaczęli chcieć żyć. Zresztą, jak mówi prof. Hołyst, uratowanie osoby od samobójstwa to uratowanie chęci życia. Nie da się zmusić kogoś do tego, żeby chciał żyć.

Jestem za eutanazją, ale jednocześnie robię różne rzeczy, by zapobiegać samobójstwom. Uważam, że człowiek ma prawo do decydowania o sobie, chociaż chciałabym, żeby jak najwięcej osób wybierało życie. I jeszcze żeby to życie było jak najlepsze. Nie widzę w tym sprzeczności.

Wydaje mi się, że komentarze w stylu “nie można nikogo zmusić do życia” to tak naprawdę ilustracja popularnego mitu, że “jak ktoś chce umrzeć, to i tak umrze i nie da się temu zapobiec”. Mam wrażenie, że popularność tego mitu wynika z naszego strachu. Samobójstwo to temat tabu, nie chcemy o tym rozmawiać. Uznanie, że nic nie da się zrobić, jest łatwiejsze.

Jeśli trafiłxś tu, bo chcesz popełnić samobójstwo, poszukaj pomocy w tych miejscach!

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.