Najfajniejsze i najgorsze książki, które czytałam w 2020

Wiem, że 2020 rok minął pół roku temu, ale mam straszną ochotę napisać Wam o kilku książkach, które przeczytałam. Pod względem czytelniczym to był dla mnie wyjątkowy czas. Odkryłam książkowych youtuberów i zaczęłam znowu dużo czytać dla rozrywki. Poznałam kilka książek, które skradły moje serce i przeczytałam najgorszą rzecz na świecie.

Fajne rzeczy

Zacznijmy od pozytywów. Poniżej cztery książki, które mi się bardzo podobały i wracam do nich często pamięcią. Były też takie lektury, które wydawały mi się naprawdę genialne (np. Nieznośna lekkość bytu i biografia Ireny Sendlerowej autorstwa Anny Bikont), ale nie przetrwały w mojej głowie próby czasu. Kolejność przypadkowa.

Kiedy umrę, zjesz mnie, kocie? Odpowiedzi na najdziwniejsze pytania o śmierć Caitlin Doughty

Jak ja się świetnie bawiłam, czytając to! Wiem, to dziwne, biorąc pod uwagę tematykę. Śmierć jest tematem kontrowersyjnym, tabu. W tej książce wszystko jest jednak podane w sposób humorystyczny, który zabija cały potencjalny dyskomfort. Ten humor na szczęście nie sprawia, że książka traci na wartości merytorycznej. Nie jest też napisana „dla sensacji”. Naprawdę można z niej wynieść wiele ciekawych informacji. Autorka jest przedsiębiorczynią pogrzebową, prowadzi też kanał na YouTube.

Kiedy umrę, zjesz mnie, kocie? jest też pięknie wydane – pokochałam te groteskowe ilustracje. Jest tylko jedna rzecz, która nie podobała mi się w polskim wydaniu. Książka jest dostosowana do amerykańskiego prawa. W rozdziałach poświęconych tym kwestiom brakowało mi kilku przypisów od redakcji objaśniających, jak to wygląda w Polsce.

Warto też zaznaczyć, że humor tej książki do mnie trafił, ale nie oznacza to, że spodoba się każdej osobie.

Złodziejka książek Markus Zusak

Ile ja się nasłuchałam, jaka to genialna książka! Jednocześnie nie wiedziałam o niej nic poza tym, że narratorem jest śmierć i – oczywiście – to właśnie przekonało mnie, żeby się za nią zabrać. Bałam się, że będzie przereklamowana, ale ostatecznie bardzo mi się podobała. Narracja jest świetnie poprowadzona, bohaterowie budzą sympatię, a całość jest wzruszająca.

Kirke Madeline Miller

To opowiedziana na nowo historia mitologicznej Kirke. Mam obsesję na punkcie mitologii. Autorka opowiedziała tę historię w najdrobniejszych szczegółach, a to, co dopowiedziała, było niezwykle interesujące i pozwoliło spojrzeć na postać z innej strony. Kiedyś czytałam dużo antybaśni i retellingów. Uważam, że tak właśnie powinno to wyglądać – tak, żebym po lekturze już nigdy nie mogła spojrzeć na oryginalną historię w ten sam sposób. Bardzo podobał mi się też styl; przypominał literaturę piękną, ale nie był ciężki i niestrawny. Nie mogę się doczekać lektury niedawno wydanej ponownie w Polsce Pieśni o Achillesie Madeline Miller.

Ballada ptaków i węży Suzanne Collins

Kiedy po dziesięciu latach od zakończenia kultowej serii książek jej autor_ka postanawia opublikować kolejny tom, po chwili ekscytacji pojawia się u mnie niepokój. Chyba każda_y może łatwo wymienić prequel/sequel będący ogromnym rozczarowaniem. W najlepszym wypadku przychodzi nam do głowy wyrażenie „odgrzewany kotlet”, w najgorszym – niezbyt miła myśl o tym, że „skończyły się pieniądze”.

Gdybym miała wybrać najlepszą książkę, którą czytałam w zeszłym roku, byłaby to właśnie ta.

Ballada ptaków i węży to prequel Igrzysk Śmierci. Akcja dzieje się ponad 60 lat wcześniej niż wydarzenia z serii, głównym bohaterem jest młody Coriolanus Snow. Byłam pewna, że ta historia będzie sztampowa i przewidywalna, bo przecież wiemy, jak to się skończy. Nic bardziej mylnego. Snow to genialnie skonstruowana postać, bohater wielowymiarowy.

Ballada… pod wieloma względami różni się od Igrzysk śmierci. Autorka zdecydowała się na narrację trzecioosobową, jednak nadal oglądamy świat z perspektywy głównego bohatera – od narratora nie dowiemy się niczego, czego nie wie Coriolanus. Zupełnie inaczej wyglądają same Igrzyska i ich społeczny odbiór. Dowiadujemy się, w jaki sposób i dlaczego stały się takie, jakie znamy z trylogii. Kapitol dziesięć lat po Mrocznych Dniach nie jest krainą płynącą miodem i mlekiem. Istotną kwestią jest również tempo akcji, które jest dużo spokojniejsze – sporo miejsca jest poświęcone refleksji i relacjom międzyludzkim. Ogólnie jest to lektura trochę trudniejsza niż trylogia. Dla mnie idealne połączenie literatury młodzieżowej i literatury pięknej.

Koszmarki

Tu było ciężej, bo czytam naprawdę dużo kiepskich książek. Nie wiem, dlaczego. Czasem potrzebuję poczytać coś lekkiego. Zdarza się, że poza walorem rozrywkowym czuję lekkie zażenowanie w niektórych momentach. Wybrałam trzy pozycje, które były tak strasznym doświadczeniem, że do dziś jeżą mi się włosy na głowie, jak o nich myślę.

Jak mniej myśleć? Dla analizujących bez końca i wysoko wrażliwych Christel Petitcollin

OK, przyznaję się. Cały ten post jest po to, żebym w końcu mogła wyrzucić z siebie frustrację na tę szkodliwą, obrzydliwą, antynaukową książkę. Trochę się tego spodziewałam po bestsellerowym poradniku psychologicznym, ale bardzo mądra koleżanka (doktorantka) poleciła. Uznałam, że skoro ona poleca, to musi być dobrze.

Czerwona lampka zapaliła mi się już na początku, kiedy autorka stwierdziła, że tajemniczym „nadwydajnym” często „pochopnie” jest stawiana diagnoza borderline. Zawsze zapala mi się czerwona lampka, kiedy ktoś niebędący lekarzem podważa diagnozy specjalistów i zastępuje je jakąś dziwną kategorią… Tak się składa, że sama mam diagnozę borderline. Gdybym trafiła na tę książkę tuż po jej usłyszeniu, byłoby mi bardzo wygodnie i miło uwierzyć, że wcale nie mam zaburzenia, tylko jestem taka Wyjątkowa. Mogłoby to doprowadzić na przykład do tego, że odmawiałabym terapii i leczenia. Wydaje mi się, że powinniśmy dążyć do zrozumienia, że problemy psychiczne się zdarzają i tyle, zamiast zastępować je antynaukowymi autodiagnozami.

Później byłam strasznie zirytowana podziałem świata na dwie grupy – tych zwykłych, głupich lewopółkulowców i cudownych, ponadprzeciętnie zdolnych, niezrozumianych NADWYDAJNYCH (których – sądząc po popularności tych wypocin – wcale nie jest tak mało, jak teoretycznie powinno).

Książkę zamknęłam z hukiem w momencie, w którym autorka poleciła HOMEOPATIĘ (to ta nieprawdziwa teoria o pamięci wody) na problemy z serotoniną (depresję). To jest po prostu szkodliwe!!! Jeśli chcecie dowiedzieć się więcej o tym, dlaczego homeopatia nie pomoże ani na depresję, ani na nic innego, Kasia Gandor tłumaczy to w przystępny sposób.

Uniosłam się nie dlatego, że uważam osoby, które dają się nabrać na takie poradniki, za głupie. Wkurzam się, bo uważam za skrajnie nieetyczne pisanie i wydawanie takich książek. Można próbować różnych rzeczy w ramach wspomagania terapii (potrzeby duchowe też są dla niektórych ważne). Ale namawianie ludzi do odrzucenia diagnozy i zamiany leków na homeopatię to jakaś kompletna tragedia.

Złodziej dusz Aneta Jadowska

Głupio mi to pisać, bo mam sentyment do autorki, ale zupełnie nie rozumiem zachwytów nad serią o Dorze Wilk. To fantastyka, której akcja dzieje się w Toruniu istniejącym w dwóch wymiarach – zwykłym i magicznym. Główna bohaterka to niestety typowa Mary Sue (i dziwnym przypadkiem ma pseudonim Jado). Mary Sue to nazwa na postać (obecną często w fanfiction), która jest wyidealizowana do granic absurdu – jest najpiękniejsza, najmądrzejsza, wszystko jej wychodzi i – co najważniejsze – jest tak wyjątkowa, że wszyscy, nawet największe łotry, się w niej zakochują. To motyw, który dość często spotykam w literaturze młodzieżowej i nie zawsze mi całkowicie odbiera mi przyjemność z lektury. Niestety u Jadowskiej wyidealizowanie głównej bohaterki jest tak widoczne i ogromne, że chcę o tej lekturze jak najszybciej zapomnieć i zraziłam się do twórczości tej autorki. Mam nadzieję, że to uprzedzenie mi przejdzie, bo jest kilka jej książek, które mogłyby mnie zainteresować.

Te wiedźmy nie płoną Isabel Sterling

Znowu fantastyka młodzieżowa, bohaterką jest nastoletnia członkini sabatu. Super, że książka podejmuje wątki LGBT+, ale to niestety jej jedyna zaleta… Może jestem po prostu za stara na takie książki, ale było to bardzo schematyczne i infantylne. Czarę goryczy przelał wątek miłosny. Bohaterka ma bardzo poważne problemy, jej życiu zagraża niebezpieczeństwo, chyba nawet pod koniec umiera ktoś ważny. A ona biega na randki w podskokach, jakby nic się nie działo… Oczywiście nie byłoby w tym nic złego, gdyby radziła sobie ze stresem w ten sposób. Tutaj jest to po prostu nierealistyczne.

Przypominajka etyczno-literacka

Na koniec mała przypominajka: to, że mi się coś spodobało/nie spodobało, nie oznacza, że Wy nie możecie mieć innego zdania. Nikt nie jest czytelniczą wyrocznią. Wyjątkiem są moim zdaniem książki, które są szkodliwe społecznie – np. romantyzują przemoc domową albo przekazują nieprawdziwe, antynaukowe informacje.

Jeśli chcecie śledzić, co czytam i co o tym myślę, dość skrupulatnie prowadzę profil na LubimyCzytać. Piszę tam nawet czasem kilka słów. Ostrzeżenie: kiedyś byłam bardzo zarozumiała i pisałam nadęte recenzje, których nie lepiej nie czytać. I polecajcie lekkie lektury na lato!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.