Dlaczego nigdy nie pójdę na doktorat? – punktoza i inne problemy

Głównym powodem jest oczywiście to, że jeszcze nie mam magisterki, ale jest szansa, że ją skończę. Wiem za to na pewno, że nigdy nie pójdę dalej, a jeśli coś mnie podkusi, przeczytam sobie ten wpis i przypomnę, dlaczego to bardzo zły pomysł. To, co się dzieje w polskiej nauce, brzmi czasem jak żart i to taki mało śmieszny. Narzekanie czas zacząć!

Rozczarowania

Każde studia, na których do tej pory byłam, w jakiś sposób mnie rozczarowały. A trochę kierunków zdążyłam przejść.

Z polonistyki uciekłam z dwóch głównych powodów. Jednym były osoby współstudiujące, ale dziś nie o tym. Specjalność, na której byłam, nazywała się „literatura i kultura polska w perspektywie europejskiej i światowej”. Opis mówi, że jest to specjalność nastawiona na szukanie relacji między literaturą polską a obcojęzyczną. W praktyce niestety musieliśmy czytać ogromne ilości książek z historii literatury polskiej. Oczywiście nie oczekuję od filologii polskiej, że czytania nie będzie, chociaż przyznam, że niezbyt radziłam sobie z nudnymi lekturami z czasów staropolskich. Najgorszy był jednak sposób omawiania tych książek – bardziej interesowała nas ilość epitetów i rodzaje używanych metafor niż przekaz danego dzieła.

Później trafiłam na artes liberales i te studia skończyłam, bo rozczarowały mnie najmniej. Liczyłam, że trzy lata studiów i licencjat mocno mnie zmienią, że będę się czuła dużo mądrzejsza. W praktyce z samych zajęć nauczyłam się bardzo mało. Mogę policzyć na palcach jednej ręki przedmioty, które sprawiły, że wiem więcej. Bardzo dużo dały mi inne aspekty studiowania – aktywność w samorządzie, kontakt z innymi osobami studiującymi, kontakt z osobami wykładającymi, pierwsza praca itp.

Obecnie jestem na magisterce na socjologii w ramach MISH i mogę zdecydować po tym roku, że robię przerwę… Tu rozczarowanie jest podwójne. Sam legendarny MISH (to takie studia międzywydziałowe) okazał się nie dorastać do swojej legendy. Na socjologię poszłam z kolei po to, żeby zdobyć konkretne umiejętności. Niestety większość zajęć to znowu były bardzo głębokie rozkminy filozoficzne, które są ważne, ale mam ich serdecznie dość. Na obecnym etapie życia potrzebuję konkretów, a nie bujania w obłokach.

Suicydologia jeszcze nie przyniosła rozczarowań, ale studia podyplomowe mają zdecydowanie mniej okazji.

Oczekiwania od doktoratu

Podejrzewam, że z doktoratem byłoby podobnie. Oczekiwałabym, że studia mnie zmienią, że stanę się mądrzejsza, że będę miała plan na życie. A wyszłabym ze studiów bez pomysłu na siebie, z kolejnym papierkiem (który wcale by nie zmienił mojego życia) i bardzo zmęczona tematem, o którym pisałam.

Punktoza

Co to jest ta cała punktoza? Za pracę naukową dostaje się punkty, ale jest to system tak patologiczny, że celem przestała być nauka – są nim cyferki. Od punktów (między innymi albo głównie) zależą stypendia, dostanie się na studia doktoranckie, stanowisko, tytuł i inne. Dostaje się je za publikacje artykułów (ale tylko w tych czasopismach, które uznało ministerstwo) czy książek, za udział w konferencjach itp.

W 2019 roku ministerstwo zmieniło listę punktowanych czasopism. Nie chcę się na ten temat rozwodzić, ale zmiana spowodowała, że jeśli chcesz szybko zrobić doktorat, polecam wybrać teologię. Trochę więcej np. w tym artykule.

Mimo to wciąż najłatwiej jest zdobywać punkty za publikacje w czasopismach. Kończy się to tym, że autor_ka staje się fabryką artykułów. Na przykład osoba pisząca o seksualności w literaturze dziecięcej pisze trzy artykuły: jeden o wątkach genderowych, drugi bardziej ogólny o popularnonaukowej literaturze dziecięcej, a trzeci o społecznym odbiorze kontrowersyjnych tematów w tym gatunku. W każdym jest mniej więcej podobny wstęp teoretyczny i niemal identyczne przykłady… Jaką to ma faktyczną wartość dla rozwoju nauki?

Kolejnym problemem jest czas. Opowiem Wam o tym na moim przykładzie. Mam w tym momencie zatwierdzone do publikacji dwa artykuły naukowe, w tym jeden na pewno w punktowanym czasopiśmie. Jeden czeka na publikację od jakichś trzech lat. Ciągle się coś opóźnia, a redakcja nie poinformowała mnie o przeniesieniu artykułu do kolejnego tomu. Dowiedziałam się, bo zapytałam. Podejrzewam, że jeśli jednak go odrzucą, też do mnie nie napiszą. Drugi, skończony w lutym tego roku, jest planowany na 2022 rok.

Oczywiście za artykuły nie dostaje się wynagrodzenia, czasopisma są często bardzo trudno dostępne do kupna, a redakcje bywają niezbyt uprzejme…

Elitaryzm na uczelniach

Jestem zmęczona wywyższaniem się na uczelniach. To takie budowanie poczucia, że my jesteśmy wykształceni, kulturalni i ważniejsi od innych. Profesorowie bywają czasem kompletnie oderwani od rzeczywistości pod tym względem – jak to nie możesz przyjść na konferencję w weekend, co to znaczy, że musisz zarabiać pieniądze?!

Nienawidzę tej atmosfery garniturów i garsonek, gdzie wszyscy mówią do siebie per „Pan_i”. Na jednych zajęciach atmosfera udzieliła się tak, że mieszkające ze sobą bliźniaczki zwracały się do siebie na „pani”. Jeden wykładowca na socjologii nazwał z kolei osoby niestudiujące „matołkami”. (uwaga, będę, przeklinać) No kurwa żesz, no.

Konkluzja

Żeby nie było – wiem, że tak nie jest wszędzie, mam też dobre doświadczenia ze studiów. Wiem też, że niektóre osoby mają inaczej i udaje im się wynieść z uczelni więcej. To nie jest tak, że dyplomy są zupełnie bezwartościowe w każdym przypadku.

Prawda jest niestety taka, że wykształcenie najłatwiej zdobywać osobom z bogatych rodzin, najlepiej nieplanującym posiadania potomstwa. Wynagrodzenia przed otrzymaniem tytułu są niskie i bardzo ciężko o umowę o pracę. Jeśli chcesz urodzić dziecko, to wiesz, w grantach nie ma płatnych urlopów.

Gdybym poszła na doktorat, zrobiłabym to tylko po to, żeby coś sobie udowodnić. Tak samo było z rekrutacją na MISH i magisterką. Nie było momentu, żebym zastanowiła się po licencjacie, co chcę robić i w którą stronę iść (czy w ogóle potrzebuję magisterki?). Od razu zaczęłam się zastanawiać, jaki kierunek wybrać.

Męczenie się latami, żeby przeżyć kolejne rozczarowanie – to nie dla mnie. I staram się pamiętać o tym, że nie świadczy to o mojej wartości.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.