Borderline – moja diagnoza

Osobowość chwiejna emocjonalnie, zaburzenie osobowości typu borderline, osobowość z pogranicza, BPD (borderline personality disorder)… To wszystko określenia mojej diagnozy – problemu, z którym mierzę się na co dzień. Chcę Wam opowiedzieć, jakie były wczesne objawy, jak mi się teraz z tym żyje i jak przyjęłam informację o chorobie. Muszę przyznać, że początki były bardzo trudne.

Co to jest borderline?

Borderline jest zaburzeniem osobowości, chociaż osobiście często używam niepoprawnego określenia choroba psychiczna. Choroba jest czymś uleczalnym, nie określa mojej tożsamości. Zaburzenie osobowości brzmi, jakbym ja była zaburzona, nienormalna, zepsuta… BPD najbardziej kojarzy mi się z lękiem przed odrzuceniem i robieniem wszystkiego, żeby odrzucenia uniknąć.

Osoby z BPD zwykle są bardzo wrażliwe, empatyczne, emocjonalne i ekspresyjne. Mają wahania nastroju, mogą występować napady gniewu. Wiele osób z tym zaburzeniem ma tendencję do wchodzenia w toksyczne relacje. Mówi się, że w związkach „raz kochają, raz nienawidzą”. Borderline wiąże się też z niestabilnym obrazem siebie i ze stałym poszukiwaniem własnej tożsamości. Zdarza się, że osoby z BPD prowadzą mocno intensywny tryb życia, mogą mieć problemy z prawem, utrzymaniem pracy czy używkami.

Ku mojemu zaskoczeniu na polskiej Wikipedii jest naprawdę spoko artykuł o bordeline i o tym, skąd się bierze. Kiedy dowiedziałam się o diagnozie, z wiedzą w Internecie nie było najlepiej.

Wczesne objawy

Z perspektywy czasu wiem, że już w dzieciństwie miałam pierwsze objawy. W przedszkolu nie potrafiłam nawiązywać relacji z rówieśnikami i rówieśniczkami. Mama przypisywała to temu, że bardzo dużo choruję, przez co często jestem nieobecna (serio, miałam może 50% frekwencji). Powiedziała mi, że nauczycielki mówiły jej o moim niecodziennym zachowaniu. Podchodziłam do dzieci, wskazywałam na nie palcem i mówiłam „ciebie nie lubię, ciebie nie lubię i ciebie też nie lubię”. Nikt nie rozumiał, dlaczego to robię. Pamiętam te sytuacje. Robiłam to, bo myślałam, że inne dzieci są takie same jak ja i jeśli okażę im brak sympatii, natychmiast zaczną o mnie zabiegać. Przecież ja dokładnie tak bym zrobiła!

W podstawówce po pierwszej klasie było dużo lepiej, byłam w bardzo tolerancyjnej szkole. Gimnazjum było koszmarem. Osoby z klasy nie lubiły mnie; nie do końca były w stanie powiedzieć, dlaczego. Mówiły, że „się wożę”, a ja nie rozumiałam, o co chodzi. Podejrzewam, że wyczuwały u mnie jakąś inność. Poza tym odstawałam od nich pod wieloma względami niezwiązanymi z zaburzeniem osobowości – miałam odmienne zainteresowania, inaczej się ubierałam, lubiłam się uczyć, nie byłam też bardzo szczupła. W liceum było trochę lepiej, bo nikt nie okazywał mi otwartej wrogości, miałam z kim pogadać na przerwie, ale po lekcjach raczej mnie unikano. Było mi czasem bardzo przykro z tego powodu, zwłaszcza że nie rozumiałam, co robię nie tak – właściwie do dziś tego nie wiem.

Diagnoza

W klasie maturalnej trafiłam na miesiąc do szpitala psychiatrycznego. Zostałam bardzo skrzywdzona przez osobę, z którą byłam w związku. Bardzo bym chciała kiedyś opowiedzieć o tym doświadczeniu, ale na razie nie mam odwagi. Niezwykle trudne przeżycia i rozstanie z tą osobą sprawiły, że musiałam być hospitalizowana. Byłam już podczas procesu terapii i pod opieką psychiatry, jednak zdecydowano, że trafię na obserwację w celu dobrania mi odpowiednich leków i postawienia diagnozy.

Ze szpitala nie mam dobrych wspomnień. Lekarz prowadzący przez cały miesiąc rozmawiał ze mną może przez pięć minut, za to sporo czasu znajdował dla mojej matki, z którą byłam wtedy w niezbyt dobrej relacji. O tym, że mam borderline, dowiedziałam się z wypisu, w którym znalazły się informacje dla mnie trudne. Myślę, że mój odbiór tego, jak zachowywał się lekarz prowadzący, może być trochę wyolbrzymiony, bo byłam wtedy w złym stanie. Na pewno mógł jednak zrobić kilka rzeczy lepiej. Bardzo brakowało mi tego, że nikt nie porozmawiał ze mną o diagnozie. Nie wyjaśniono mi, co to jest borderline, czy da się to wyleczyć i jak to zrobić.

Psychiatra, który opiekował się mną poza szpitalem, od razu tę diagnozę zakwestionował, bo jego zdaniem to zaburzenie dotyka tylko seryjnych przestępców. Był to oczywiście bardzo stygmatyzujący i nieprawdziwy pogląd. Miałam jakąś nadzieję, że ma rację – w końcu lekarz ze szpitala zdiagnozował mnie na podstawie rozmów z matką – ale diagnoza została później potwierdzona przez kilka kolejnych specjalistek.

Informacje z internetu

W związku z tym, że nie otrzymałam niezbędnych informacji od lekarzy, pierwszym, co zrobiłam po wyjściu ze szpitala, było wpisanie borderline w Google. Nie róbcie sobie tego. Nigdy. To było jakieś 8 lat temu, więc może teraz jest lepiej (chociaż jak trafiam czasem na komentarze na temat BPD na grupach na FB, nie wydaje mi się). Wtedy dowiedziałam się, że:

  • prawdopodobnie umrę śmiercią samobójczą;
  • manipuluję ludźmi i nie mam serca;
  • osoba, która chce stworzyć ze mną związek, powinna uciekać i nie oglądać się za siebie;
  • łatwo się we mnie zakochać, ale po czasie zdradzam i stosuję przemoc psychiczną;
  • będę uzależniona od alkoholu i/lub narkotyków;
  • nie da się mnie w żaden sposób wyleczyć, ewentualnie z wiekiem będzie lepiej;
  • terapia nie ma sensu, bo będę sabotować terapię i skrzywdzę terapeut_k_ę;
  • moich emocji nie należy traktować poważnie, bo istnieją tylko po to, żeby manipulować;
  • no i generalnie jestem potworem i nie należy się ze mną zadawać.

Jak się pewnie domyślacie, po takich informacjach przetrawienie diagnozy było masakrą. Wciąż byłam w kryzysie. Po przeczytaniu tak okropnych, pełnych nienawiści rzeczy, miałam myśli samobójcze. Łatwo było uwierzyć, że światu będzie lepiej beze mnie, skoro jestem potworem bez serca. Na szczęście wiele z tych rzeczy okazało się przesadzonych lub zupełnie nieprawdziwych.

Kim byłam i kim teraz naprawdę jestem jako osoba z borderline?

Borderline to tylko część mojej tożsamości i nie chcę być przez nią definiowana. Osoby z tym zaburzeniem osobowości różnią się od siebie. Nie musimy mieć wszystkich cech typowych dla borderline, a jest ich bardzo dużo. Przy okazji udziału w badaniu naukowym rok temu dowiedziałam się na przykład, że moje umiłowanie do ekstremalnego wyglądu – gotyckie ciuchy, bardzo długie paznokcie, mocny makijaż, obcasy – też jest związane z borderline. Możemy też mieć różne natężenie cech, które zmienia się w czasie. Jest zależne od ogólnego stanu psychicznego, wieku i wielu innych czynników. Nie opiszę tutaj całej swojej osobowości, bo nie jestem nawet do końca pewna, co wynika z borderline, a co nie. Chciałabym powiedzieć o kwestiach najbardziej problematycznych i najbardziej „zmitologizowanych”.

Tendencje samobójcze i autoagresja

Faktycznie miałam myśli samobójcze, a mając piętnaście lat, próbowałam się zabić. Przez wiele lat się samookaleczałam. Walczyłam z tymi problemami bardzo długo. Tylko na ile to jest cecha borderline, a na ile wynik innych trudności? Przeszłam książkowy kryzys suicydalny. Byłam wyśmiewana w szkole, miałam zaburzenia odżywiania, koszmarną sytuację w domu i inne problemy.

Po terapii i wyeliminowaniu powyższych problemów przestałam mieć myśli samobójcze. Teraz przeciwnie – cholernie boję się śmierci, bo jestem bardzo szczęśliwa. Czasem mam gorsze dni i wracają myśli o autoagresji, ale jestem po terapii i umiem sobie z tym radzić. Od siedmiu lat robię to skutecznie.

Problemy z tożsamością

Kolejna rzecz, która jest o mnie. Zawsze mocno dostosowywałam się pod względem zachowania i sposobu mówienia do osób, z którymi przebywałam. Identyfikowałam się kiedyś mocno z filmem Zelig. Nadal nie do końca potrafię powiedzieć, jaka jestem, bo mam w sobie sprzeczne cechy. Mam za to konkretne zainteresowania, chociaż jest ich bardzo dużo. Łatwiej jest mi mówić o tym, co lubię, a czego nie, niż o tym, jaka jestem. Zmieniłam też dość mocno poglądy na wiele spraw. No i nadal do końca nie wiem, co chcę zawodowo robić w życiu, wciąż szukam swojej drogi.

Tylko nie bardzo mi to przeszkadza, szczerze mówiąc. W zasadzie trochę to polubiłam. Nigdy się nie nudzę, potrafię dogadać się z różnymi osobami, a zmiany, które we mnie zaszły, zdecydowanie uważam za zmiany na lepsze. No, może fajnie by było mieć konkretniejsze plany zawodowe.

Relacje nieromantyczne

To chyba najtrudniejszy aspekt mojego obecnego życia, nad którym powinnam jeszcze popracować na terapii. Jak wspominałam, przez większość etapów szkolnych nie byłam lubiana. Boję się odrzucenia, więc nie wchodzę w wiele relacji i nie potrafię ich podtrzymywać. Na studiach byłam bardzo aktywną członkinią samorządu. Myślę, że przepracowuję się, żeby ludzie bardziej mnie doceniali – jestem szczęśliwa tylko wtedy, kiedy czuję się komuś potrzebna. Mam też dużą potrzebę nazywania relacji, a wydaje mi się, że inni ludzie raczej nie potrzebują powiedzenia sobie „tak, to przyjaźń”, żeby nazywać kogoś przyjacielem_przyjaciółką. Ja muszę to robić, bo boję się sytuacji, w której będę nazywać kogoś przyjacielem_przyjaciółką, a dla tej osoby będę „tylko” koleżanką.

Jestem też dość introwertyczna, potrzebuję ładowania baterii w samotności. Mam dużą empatię (serio, trochę inaczej działa mi mózg), działam trochę jak odbiornik emocji. W większej grupie tych emocji jest dużo i napływają z wielu źródeł, więc szybko się męczę. Czasem się czuję przez to samotna, boję się też, że pandemia zmniejszyła mi odporność na sytuacje społeczne, więc zdecydowanie jest to do przepracowania. Chociaż wciąż uważam, że dramatu nie ma.

Relacje romantyczne

Na ten temat naczytałam się chyba najwięcej bzdur.

Nie, nie manipuluję ludźmi, chociaż jeden z moich partnerów mnie o to oskarżał. Nie rozumiałam, o co mu chodzi. Zachowania, które określał w ten sposób, były odpowiedzią na przemoc z jego strony. Ważną kwestią w manipulacji jest też to, że musi być świadoma. Osoby z borderline mówią otwarcie i szczerze o swoich prawdziwych emocjach, a inni czasem uznają, że to manipulacja. Po wyjściu z toksycznych relacji „manipulacje” się skończyły.

Tak, można ze mną stworzyć związek. Od 4,5 roku jestem w stabilnej relacji, w której nikt nie jest krzywdzony. Na początku było trochę trudnych momentów. Życie ze mną jest czasem bardziej skomplikowane, ale są to drobne rzeczy. Mam swoje małe dziwactwa, szczególnie w kwestii upodobań kulinarnych. Bywam trochę jak dziecko – bardzo przeżywam, jak coś idzie nie po mojej myśli. Miewam wahania nastrojów i często płaczę, ale jest to zależne od innej choroby związanej z hormonami. Faktycznie nie panuję nad gniewem, ale nie polega to na zachowaniach agresywnych wobec partnera. Czasem na przykład nie mogę czegoś znaleźć i się bardzo na tym fiksuję. Wkurzam się, rzucam rzeczami, klnę i płaczę, jednocześnie się śmiejąc z tego, że przejmuję się czymś tak mało istotnym. Bardziej nas to bawi niż przeszkadza w życiu.

Większość rzeczy, które pisze się o związkach z osobami z BPD, dotyczyły mnie w niewielkim natężeniu i wynikały z bardzo toksycznych relacji. Tylko że to nie ja byłam główną toksyczną stroną… Największym zagrożeniem było dla mnie to, że będę cały czas szukać sobie przemocowych partnerów. Zaburzenie może sprawiać, że zakochujemy się w osobach, które nas odrzucają albo krzywdzą.

Po terapii i polepszeniu sytuacji w domu zaczęłam bardziej wierzyć w siebie, dzięki czemu zrobiłam sobie kilkumiesięczną przerwę od związków. Zrozumiałam, że bycie w związku nie jest podstawą mojej wartości. Dopiero po tym byłam w stanie znaleźć odpowiednią osobę.

Szybkie obalanie mitów

Nie mam problemów z prawem, w życiu nie dostałam nawet mandatu. Nigdy nie brałam narkotyków. Nie sabotowałam swojej terapii, nie manipulowałam terapeutką ani nie miałam obsesji na jej punkcie. Nie mam kłopotu ze znalezieniem i utrzymaniem pracy. Z wiekiem cechy borderline faktycznie osłabły, na co dzień funkcjonuję zupełnie zwyczajnie.

Jak możesz wesprzeć osoby z borderline?

Pamiętaj, że jesteśmy różnx. Jak ktoś mówi Ci, że ma borderline, nie zakładaj, że wiesz o tej osobie wszystko. Zadawaj pytania i traktuj poważnie jej emocje. Czasem zdarza się, że osoba ma bardzo mocno nasilone cechy zaburzenia albo jest w kryzysie. To jest ok, jeśli nie masz siły i nie chcesz się z tym mierzyć. Po prostu nie zakładaj z góry, że od każdej osoby z BPD należy trzymać się z daleka.

Reaguj na przejawy dyskryminacji. Jak widzisz, że ktoś pisze/mówi, że z osobą z borderline nie da się żyć, podsyłaj tej osobie edukacyjne treści. Polecam na przykład ten film Hani Es o związku z osobą z borderline. U Hani znajdziesz też więcej treści na ten temat. Reagowanie na dyskryminację jest bardzo ważne, bo przez krążące o nas stereotypy mamy problemy z uzyskaniem wsparcia, jeśli doświadczamy przemocy. Niektórzy myślą, że każda osoba z borderline jest źródłem przemocy z związku i wszystko, co mówi o własnych traumatycznych doświadczeniach, jest nieprawdą.

Nie używaj dyskryminującego języka. Wyrażenie osoba z borderline jest ok. Unikaj, proszę, określenia border, a jeśli samx masz to zaburzenie i tak mówisz, pomyśl nad zmianą. Wyrażenie osoba z… podkreśla, że BPD to tylko część tożsamości – podobnie mówimy osoba z niepełnosprawnością, nie niepełnosprawna_y. Border kojarzy się dodatkowo z rasą psa.

Jeśli sam_a masz borderline, nie załamuj się. Z tym naprawdę da się „normalnie” żyć. Miałam szczęście, bo nie musiałam w to włożyć aż tak wiele wysiłku, jak niektóre osoby. Życzę Ci podobnego farta!

6 comments

  1. Nie zamierzam przestać mówić „border”, bo nie chce mi się cały czas używać upiornie długiego „osoba z borderline”. Szczególnie przy kimś bliskim, kto naprawdę WIE, że poza zaburzeniem mam jeszcze multum cech. Poza tym ja o sobie wiem od 2003 roku, wtedy w sieci były trzy teksty na krzyż o tym zaburzeniu (w tym jeden naprawdę dobry) i nikt nas nie stygmatyzował, bo nikt nie miał pojęcia o co chodzi (w ogóle stan wiedzy na temat psychiki wtedy… Ech). Teraz może faktycznie jest inaczej. W każdym razie ja nie mam ani grosza uwewnętrznionej stygmy i w ogóle mnie to słowo nie razi.
    Narzucanie poprawności politycznej względem własnej grupy jest dziwaczne. Muszę pamiętać, żeby powiedzieć przyjacielowi, że ma nie mówić o sobie „kaleka” ;> On też nie ma problemów z własną niepełnosprawnością i jestem pewna, że to nie jest przypadek.
    BTW, Ty wiesz, że choroba psychiczną nazywamy tylko najcięższe diagnozy, gdzie normą jest psychoza i regularna hospitalizacja? Nawet depresja ewoluuje w stronę zaburzenia nastroju. Zaintrygowało mnie, że wolisz takie skojarzenie od zaburzenia osobowości.

    Abstrahując. Bardzo fajny tekst. Serio. Rzeczowy, merytoryczny i osobisty jednocześnie. Zaczęłam od tego, co mnie wkurzyło (i co, kiedy miałam podobnie, nakręcało moją wrażliwość na odrzucenie), ale poza tym jestem pełna uznania. I tylko szkoda, że temat taki ciężki…

    Zawsze byłam ciekawa, jak to u Ciebie było z diagnozą, bo mi się ni cholery z nią nie kojarzyłaś, poza wcześniejszym pechem do chłopaków. Zdecydowanie negujesz stereotyp o potworach.

    Jeśli o mnie chodzi, to jestem zarąbista w manipulacjach, ale bardzo się pilnuję. Mechanizm to: jak wyrażę potrzebę wprost, to x mnie odrzuci, ale to ważna potrzeba, więc zrobię tak, żeby sam wyszedł z inicjatywą. Uprzedziłam o tym wszystkich bliskich i stałe pracuję nad tym, żeby jednak wyrażać potrzeby wprost. Jest duży progres, bo jak miałam 17 lat, to nie umiałam nawet napisać słowa „potrzebuję”, a teraz tylko dwa dni mielę temat w głowie, zanim zacznę mówić wprost, obowiązkowo z płaczem. Oczywiście przy racjonalnej wiedzy, że odrzucenie jest niemożliwe i dostanę wsparcie. Mój chłopak, jak się zaczęło robić poważnie między nami, przeczytał chyba pięć książek dla partnerów i był zdziwiony, że taki płacz to w zasadzie wszystko. No ale ja mam już dużą praktykę w radzeniu sobie z zaburzeniem.

    1. Ajjj, zapomniałam dodać w tekście jednej ważnej rzeczy. Mówienie o sobie w bezpiecznym gronie to zupełnie co innego niż pisanie publiczne. Oczywiście nie narzucam nikomu mówienia o sobie czegokolwiek w imię „poprawności politycznej”, o ile nie jest to mówienie publiczne. Wierzę, że język w jakiś sposób kształtuje rzeczywistość. 🙂 A ludzie spoza naszej bańki nie wiedzą, że „kaleka” czy „border” to dla nas np. oznaka tego, że sobie dobrze radzimy i myślą, że mówienie tak o wszystkich jest ok. A nie jest. I tak, wiem, że „choroba” dla większości brzmi strasznie, mi się tak jakoś kojarzy ze zwykłą, oswojoną, uleczalną grypą.

      Dzięki za komentarz, miłe słowa i podzielenie się tutaj swoimi doświadczeniami. <3 Zawsze podziwiałam, jak dobrze sobie radzisz z zaburzeniem.

    1. Fajnie, że wpadłeś/wpadłaś, ale nie zgadzam się. 🙂 Nie ma „lepszych” i „gorszych” zaburzeń. Każda osoba zasługuje na szacunek niezależnie od diagnozy.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.