Amatorski fotomodeling, sesje TFP – czy warto?

Spoiler alert: moim zdaniem nie warto. Jeśli po przeczytaniu mojego stanowiska nadal uznasz, że sesje TFP są dla Ciebie, napiszę za jakiś czas o tym, jak bezpiecznie zacząć. Podczas studiów miałam problemy zdrowotne, które uniemożliwiały pracę, więc czas wolny wykorzystałam na kilkumiesięczną zabawę w modelkę. Było fajnie i czasem chciałabym do tego wrócić. Są jednak kwestie, które mnie skutecznie powstrzymują.

Dlaczego (nie) warto?

Sesje TFP są błędnie nazywane sesjami za darmo. TFP czyli time for photos (czas za zdjęcia). W praktyce są to raczej umiejętności i wkład materialny za zdjęcia. Można wnosić na przykład umiejętność pozowania, swój typ urody, garderobę, makijaż, miejsce na zdjęcia, sprzęt fotograficzny.

Modeling był fajną przygodą. Miałam sesję na koniu, spełniłam marzenie o zdjęciach pod wodą, poznałam nowych ludzi. Dzięki temu zaczęłam czuć się seksowna, dzięki czemu stałam się pewniejsza siebie. Zawsze bardzo podobały mi się „alternatywne” sesje – mroczne, w gotyckim klimacie. Udało mi się zrealizować kilka wizji i wyżyć się aktorsko; niektóre sesje wymagały wejścia w rolę. No i mam teraz jakieś 56789 zdjęć do pokazywania wnu_cz_kom!

Było jednak sporo rzeczy, które mi przeszkadzały. (Będę tu mówiła głównie o fotografach i modelkach, ponieważ w takiej konfiguracji zwykle pracowałam i najwięcej wiem o tego typu relacjach. Fotografki miałam 4, w tym dwie znałam z innych czasów, każda sesja była super!).

Buce, dziady i oblechy

Wśród fotografów zdarzają się niestety nadęte buce. Najpopularniejszym portalem służącym do kontaktu między osobami z branży jest MaxModels, przynajmniej jeśli chodzi o sesje TFP. Kiedy robisz się popularnx na portalu, mogą zaatakować Cię Strażnicy Artyzmu. To osoby, które przychodzą na Twój profil i wystawiają Ci hurtowo niskie oceny, bo zdjęcia są według nich „za płytkie” i „bez treści”. I niech Cię ręka boska broni, żeby ustawić sobie w profilu wysokie doświadczenie! Strażnicy Artyzmu tego nienawidzą.

W tym środowisku nie ma również zrozumienia i empatii. Jeśli widzicie ogłoszenie fotografa szukającego „modelki bez chomika”, to uważajcie. Modelki z chomikiem to takie, które odwołują sesję, bo „chomik umarł”. Pod śmiercią chomika mogą kryć się inne nieprzewidziane sytuacje – choroba, szpital, śmierć bliskiej osoby… Osoby narzekające na „chomiki” z założenia nie wierzą w żaden powód odwołania sesji. Bardzo nie lubię tego podejścia. To prawda, modelkom bez wątpienia zdarza się odwołać sesję, bo się wystraszą albo po prostu im się nie chce. Życie jednak ma to do siebie, że nieprzewidziane sytuacje też się zdarzają. Jeśli Twoja babcia umrze dzień przed sesją, naprawdę nie chcesz usłyszeć od fotografa „ta, jasne, która to babcia w tym roku?”. (Inna sprawa, że gdyby mi umarło zwierzątko domowe, też byłabym bardzo smutna i nie miała siły na zdjęcia, więc nie wiem, co oni się tak uparli na te chomiczki).

Pokaż cycki

Kolejnym problemem w relacjach fotograf-modelka jest nieszanowanie granic i nastawienie na erotykę. Na MaxModels (przynajmniej za „moich czasów”) zdjęcia na stronie głównej były w 80% zdjęciami rozebranymi. Często nie były to artystyczne akty, tylko zdjęcia pornograficzne robione bardzo słabej jakości sprzętem, bez obróbki. Takie zdjęcia też są ok! Tylko że portal w założeniu miał się skupiać na aktach, nie na treściach pornograficznych.

październik 2019, fot. Magdalena Julia Rek

Modelki pozujące w tzw. pełnym zakresie to takie, które poza zdjęciami w ubraniach robią też nagość zakrytą (to takie zdjęcia, że nie masz np. stanika, ale sutki są zakryte; takie softy) i akty (tu modelka jest całkowicie rozebrana). Niektóre modelki nie pozują w pełnym zakresie. Ja nie robiłam aktów, na nagość zakrytą zgadzałam się tylko z zaufanymi osobami. Miałam tę informację w kilku miejscach w profilu, podczas umawiania się na sesję również rozmawialiśmy o zakresie pozowania. Mimo to znaleźli się panowie, którzy dosłownie na KAŻDĄ pozę/stylizację reagowali słowami „bez tego staniczka byłoby lepiej hehe”. Jeśli te komentarze nie miały bardzo obleśnego wydźwięku, zdarzyło mi się kilka razy ulec. Bardzo tego żałuję. Teraz zadbałabym o swoje granice lepiej.

Nie ma czegoś takiego jak „bardziej obleśne” i „mniej obleśne” namawianie do rozebrania się, skoro umawialiśmy się na zdjęcia w ubraniu. Raz mi się zdarzyło, że typ dotykał mojego biustu bez zgody. Innym razem przypadkowy chłopak w parku podjechał z tyłu na rowerze i klepnął mnie w tyłek. To molestowanie.

Odsetek fotografów, którzy rzucali seksualne aluzje albo byli nieuprzejmi był tak duży (większość), że zrezygnowałam.

Warunki fizyczne

zdjęcie z jednej z pierwszych sesji, fot. Piotr Szymanek

Fotografowie potrafią być w swoich komentarzach – zarówno na MaxModels, jak i podczas sesji – naprawdę okrutni. Kiedy pozowałam, miałam kryzys w zaburzeniach odżywiania, byłam bardzo szczupła. W końcu zaczęłam bardziej akceptować swoje ciało, wygrywałam walkę z zaburzeniami. Jakiś czas później przytyłam około dziesięć kilo. Przez mój wzrost ta różnica jest przejściem od wyzwisk „szkielet” do wyzwisk „gruba świnia”. „Szkielet” nikomu na zdjęciach oczywiście nie przeszkadza… Nie chciałam narażać się na okropne uwagi na temat mojego ciała ze strachu przed tym, że niezdrowa relacja z jedzeniem wróci.

W związku ze wzrostem wagi sama przestałam akceptować moje ciało na zdjęciach. Później okazało się, że zmiana wyniknęła z choroby – mam niedoczynność tarczycy i insulinooporność. Tycie z powietrza okazało się nie być mitem. Z moim postrzeganiem siebie jest lepiej, ale jeszcze dużo przede mną.

Mam też duży biust, który zaczyna poddawać się grawitacji. Komentarze na temat obwisłych piersi to również coś, co na pewno bym usłyszała od jakiegoś przemiłego fotografa. Cały czas pracuję nad swoim podejściem do ciała. Na razie nie jest na tyle stabilne, żeby takie słowa mnie nie zraniły. A nawet gdyby nie raniły, wkurzałyby mnie – nikt nie ma prawa mówić do mnie w ten sposób.

Poza uwagami na temat szczupłości/grubości i biustu obiektami okropnych uwag mogą być trądzik, „niezrobione” paznokcie, nieogolone ciało, odrosty… Wszystko musi być idealne.

Czy wrócę do modelingu?

Odkąd zauważyłam, że moje ciało się zmieniło i przestałam umieć na nie patrzeć na zdjęciach, zrobiłam bez męki (a nawet z przyjemnością) dwie sesje. Obie ze znajomymi, bliskimi kobietami, ostatnią w tym roku. Sesji z nowym fotografem, znalezionym na MaxModels nie robiłam chyba od pięciu lat… Nie tylko ze względu na mój wygląd. Byłam też zmęczona obleśnymi komentarzami „zachęcającymi” do rozbierania się. Kiedy z akceptacją ciała będzie u mnie lepiej, chętnie popracuję z innymi zaufanymi (albo przynajmniej polecanymi) fotografami. Pewnie gdybym zdecydowała się na inną formę współpracy niż sesje TFP problemy by zniknęły, zwłaszcza gdybym ja płaciła za zdjęcia… Nie chcę jednak tego robić, bo nadal mam do zaoferowania umiejętności i doświadczenie – nie straciłam ich wraz ze wzrostem wagi.

zdjęcie z ostatniej sesji, fot. Katarzyna Kruk

Na razie nie planuję powrotu do pozowania nowym fotograf(k)om. Musiałabym mieć pewność, że są to osoby empatyczne i taktowne, które nie będą rzucały obleśnymi uwagami. Gdyby ktoś taki zaprosił mnie na zdjęcia, ucieszyłabym się. Chętnie zrobiłabym sesję związaną z ciałopozytywnością. Mam wątpliwości, na ile podpinanie się z sesjami zdjęciowymi pod ciałopozytywność jest OK, zwłaszcza jeśli są to zdjęcia mocno pozowane czy retuszowane. Na pewno bardzo bym chciała poznać osoby fotografujące, które pokazują różne ciała – dajcie znać, jeśli kojarzycie!

Na zakończenie…

Zdjęcia umieszczone w tym wpisie są robione przez fotografa i fotografki, z którymi współpracę na 2000% polecam. Dodałabym do tej listy jeszcze kilka osób; zdjęcia niektórych może pokażę przy okazji kolejnych wpisów o fotografii. Na pewno na tym blogu nie zobaczycie prac robionych przez osoby, które zachowywały się podczas sesji niefajnie, np. namawiały do rozebrania się.

Autor i autorki zdjęć to Piotr Szymanek, Katarzyna Kruk i Magdalena Rek.

Jeśli z jakiegoś powodu chciałybyście_chcielibyście zobaczyć więcej moich starych zdjęć, nie skasowałam jeszcze profilu na MaxModels, bo mooooże kiedyś…

4 comments

  1. Dziękuję za pozytywną opinię o fotograficznej współpracy ze mną. Dla mnie spotkania z Tobą przed obiektywem zawsze były intensywnym i pozytywnym przeżyciem.
    Podczas pierwszych sesji, gdy jeszcze się nie znaliśmy, postanowiłaś obdarzyć mnie zaufaniem. Cieszę się, że w Twojej ocenie nie zawiodłem Cię i że pokazałaś tu nasze zdjęcia.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.